Klubowe newsy

Rozmowa z "ojcami - założycielami" Sucharów
Rozmowa z "ojcami - założycielami" Sucharów

Rozmowa z "ojcami - założycielami" Sucharów

W tym roku przypada 25-lecie naszego Klubu. To świetna okazja, aby przybliżyć historię Sucharów. A tego nikt nie zrobi lepiej od "ojców - założycieli". Zapraszamy na wywiad z Jackiem Burdzińskim, Henrykiem Pachalą oraz Maciejem Radzickim – synem Stanisława Radzickiego, jednego z założycieli Klubu.

Dzień dobry, zacznijmy od pytania, które nurtuje chyba każdego kibica jak i rywali naszego sucholeskiego klubu - skąd nazwa Suchary?

Jacek Burdziński: Nazwa Suchary została wymyślona w czasie ferii zimowych w 1995 r. przed turniejem halowym „Głosu Wielkopolskiego”. Na turnieju grały drużyny z całej Wielkopolski i większość miała śmieszne nazwy. Chłopacy wymyślili „Suchary”, bo pasowała do nazwy naszej miejscowości Suchy Las. Tak się akurat złożyło, że na turniej przyjechali reporterzy telewizji. Zrobili wywiady z zawodnikami oraz krótki reportaż, a wszystko ukazało się później w poznańskiej telewizji. Parę miesięcy później postanowiliśmy zgłosić zespół do rozgrywek WZPN, a skoro „w świat” poszła już nazwa z zimowego turnieju, to nie mieliśmy wątpliwości, że oficjalna nazwa klubu będzie brzmieć "Suchary Suchy Las".

„Suchary” była nazwą neutralną, ponieważ w Suchym Lesie wcześniej były rozgrywane mecze ulica na ulicę, a drużyny miały nazwy: Wicher, Sokół, Jelonek. Żeby zagrać w rozgrywkach WZPN chłopacy musieli się zjednoczyć pod wspólną banderą.

Moim zdaniem oryginalny wybór – Wichrów i Sokołów jest całe mnóstwo, a Suchary są chyba jedyne. A skąd w ogóle pomysł na stworzenie własnego klubu?

Jacek Burdziński: Pomysł na zgłoszenie drużyny piłkarskiej do rozgrywek B klasy wyszedł od samych zawodników. Dzisiaj byłoby to niemożliwe w związku z ich ówczesnym wiekiem. Większość miała po 14, 15, 17 lat. Jednego dnia przyszli do mnie moi synowie Maciej i Jacek wraz z kolegą Maciejem Radzickim oraz Łukaszem Stachowiakiem z prośbą, żebym zgłosił drużynę w WZPN. Żeby można było tego dokonać stworzyliśmy Zarząd Klubu, w skład którego weszli pozostali ojcowie zawodników: Stanisław Radzicki, Henryk Pachala i ja.

Maciej Radzicki: To prawda. Dotychczas rozgrywaliśmy nieformalne mecze z innymi niezrzeszonymi zespołami z okolic. Chcieliśmy spróbować swoich sił w zorganizowanych rozgrywkach.

Ciekawi mnie, jak wyglądało prowadzenie klubu 25 lat temu?

Maciej Radzicki: O infrastrukturze nie można za wiele powiedzieć, bo jej po prostu nie było. Pierwsze mecze rozgrywaliśmy na boisku w Złotnikach, na terenie obecnego Uniwersytetu Przyrodniczego -  dawniej Akademii Rolniczej. Była to właściwie łąka z wkopanymi bramkami, bez szatni czy nawet jakiegokolwiek budynku imitującego szatnie. Boisko kosili zawodnicy, linie - początkowo ręcznie -  również malowali zawodnicy, a szatnie dla sędziego stanowiła przyciągana przez ówczesnego prezesa, Pana Jacka Burdzińskiego, przyczepa kempingowa. Zawodnicy przebierali się w samochodach lub pod chmurką. Dużą pomoc w tym okresie okazała nam firma Euroauto, która zakupiła dla nas sprzęt meczowy i wspomagała także finansowo. Grupę kibiców stanowiły głównie rodziny zawodników, ewentualnie osoby z pobliskich działek.

Jacek Burdziński: Faktycznie pierwsze mecze odbywały się na boisku w Złotnikach. Jednak bardzo szybko zostało ono zaorane. Przenieśliśmy się więc na boisko w Sobocie. Początkowo przez kilka lat zawodnicy przebierali się w samochodach, którymi przyjeżdżali ze swoimi rodzinami na mecz. Wymogi stawiane przez WZPN były jednak coraz wyższe i koniecznością stało się posiadanie szatni dla drużyny gości i gospodarzy z natryskami i osobny pokój dla sędziego. Po wielu rozmowach i pismach do władz gminy powstał piękny obiekt przy Szkole Podstawowej w Suchym Lesie, którego inne klubu nam zazdrościły. Niestety, radość z możliwości rozgrywania na nim meczów nie trwała zbyt długo. Murawa była źle wykonana, woda po ulewnym deszczu miała wsiąkać po 15 minutach, a w rzeczywistości pozostawała na płycie boiska nawet przez dwa tygodnie. Po 2 latach z pięknej murawy pozostało klepisko, które nie nadawało się do gry. Byliśmy zmuszeni wynajmować boisko w Poznaniu, do czasu wyremontowania naszego sucholeskiego.

Niełatwa też była logistyka klubu. 25 lat temu dojazd na mecz autokarem był luksusem, na który nie było nas stać. Na mecze wyjazdowe zawodników dowozili rodzice, którzy mogli poświęcić swój czas. Przy okazji przewozili sprzęt sportowy, który był niezbędny do rozgrywania meczów ligowych. To co wspominam pozytywnie to to, że z tygodnia na tydzień mecze Sucharów cieszyły się coraz większym zainteresowaniem sucholeskiej społeczności. Szczególnie oblegane były mecze "u siebie", na których regularnie pojawiało się 200-300 kibiców.

Dziś o takim zaangażowaniu lokalnej społeczności można tylko pomarzyć ☹ A z jakimi zespołami przyszło się Wam mierzyć w pierwszych latach istnienia klubu? Czy któreś z nich jeszcze istnieją?

Jacek Burdziński: Graliśmy z takimi drużynami, jak istniejący do dzisiaj LKS Baborówko, KS Grom Binino, Orkan Konarzewo, Nałęcz Ostroróg, Sparta Szamotuły. Po kilku latach do ligi dołączyły także GKS Golęczewo i Złoci Złotkowo z naszej gminy, co dało nam możliwość rozgrywania słynnych meczów derbowych, które dawały kibicom możliwość przeżycia wielkich emocji. Wśród drużyn, których dzisiaj już nie ma na piłkarskiej mapie były Urząd Celny Poznań, LZS Sobota czy również z naszej gminy Rakieta Biedrusko. Oczywiście zespołów, z którymi rywalizowaliśmy było kilkadziesiąt, a te które wymieniłem są tylko ich niewielką częścią.

Henryk Pachala: Ja zapamiętałem jeszcze takie drużyny, jak Warta Ocieszyn, Relaks Pamiątkowo, Orkan Objezierze, LKS Świerkówki (późniejsza Tęcza Lulin), Huragan Łukowo. Jak łatwo zauważyć, większości tych drużyn już nie ma. Pamiętne pierwsze zwycięstwo odnieśliśmy z drużyną z Pamiątkowa (5:2).

Ilu członków / zawodników liczył klub w pierwszych latach?

Henryk Pachala: W drużynie było około 20 zawodników w zdecydowanej większości pochodzących z Suchego Lasu lub okolicy.

Jacek Burdziński: Poza zawodnikami, na początku naszej piłkarskiej przygody w klubie było również 3 działaczy. Ale z każdym nowym sezonem dołączali do nas nowi zawodnicy i kolejni działacze - rodzice zawodników.

Czy Suchary od zawsze były niebiesko - żółte?

Jacek Burdziński: Wpływ na barwy klubu miały kolory pierwszych strojów, jakie udało nam się zakupić dla drużyny. Wybór nie był wówczas tak duży jak dzisiaj, jednak niebiesko-żółte pasy wyróżniały nas na tle pozostałych zespołów i podejrzewam, że do dzisiaj są one jednym z podstawowych atrybutów naszego klubu. Pamiętam też jak nasze pierwsze stroje, po błędzie którejś z najwierniejszych kibicek, czyli mam zawodników, wybarwiły się w praniu i stały się niebiesko-zielonkawe. Nie prędko nas było stać na kolejny komplet, więc musieliśmy dograć w nich sezon czy nawet dwa.

Czy zakładając Suchary myśleliście, że klub przetrwa ćwierć wieku i rozwinie się do takich rozmiarów – 9 drużyn młodzieżowych + seniorska?

Maciej Radzicki: W żadnym wypadku! Wszystko działo się spontanicznie pod impulsem chwili i z każdym nowym miesiącem uczyliśmy się, jak to wszystko powinno wyglądać. 

Jacek Burdziński: Dokładnie! Wtedy cieszyliśmy się, że jest drużyna piłkarska, a młodzież może aktywnie spędzać czas. Po kilku latach nasi zawodnicy dorośli, na treningach pojawiało się coraz więcej kolejnej młodzieży i dzieci, więc dla nich trzeba było tworzyć nowe zespoły w różnych kategoriach wiekowych.

Czy Suchary mają jakichś znanych wychowanków, którzy zaistnieli w zawodowej piłce?

Jacek Burdziński: Filip Wilak i Krzysztof Bąkowski, którzy pierwsze kroki stawiali w Sucharach, są obecnie w kadrze pierwszego zespołu Lecha Poznań. Mateusz Duchowski gra w Ruchu Chorzów. Nazwisk zawodników Sucharów, którym  udało się zajść wysoko, jest pewnie więcej, ale nie sposób ich wszystkich wymienić.

Maciej Radzicki: Dodam tylko, że zarówno Filip Wilak jak i Krzysztof Bąkowski są również reprezentantami Polski w drużynach młodzieżowych.

Jaki największy sukces odniósł klub w ciągu swojej 25-letniej historii? Chodzi mi o Wasze subiektywne odczucia.

Maciej Radzicki: Dla mnie był to na pewno dwukrotny awans do klasy okręgowej w sezonach 2012/2013 i 2018/2019 oraz awans do 1/8 Pucharu Polski szczebla okręgowego w sezonie 2016/2017, kiedy pokonaliśmy między innymi Unię Swarzędz.

Jacek Burdziński: Pierwszym sukcesem był awans do A klasy, który zbiegł się ze zdobyciem Pucharu Fair-play. Dużym sukcesem był oczywiście także awans do Klasy Okręgowej. Zawsze wiele emocji dostarczały nam także mecze w Pucharze Polski.

Czy dziś również Wasze życie związane jest w jakimś stopniu z Klubem?

Jacek Burdziński: Oczywiście moje życie będzie już na zawsze związane z Sucharami. Śledzę wyniki na bieżąco, czasem udaje mi się wyrwać na mecz. Cieszę się ze zwycięstw, ale też bardzo przeżywam porażki. Gdy któryś z zawodników wykazuje się szczególnie na murawie, to zapamiętuję jego nazwisko i śledzę jego dalsze postępy w grze.

Henryk Pachala: Oczywiście, że interesujemy się losami zespołu. Jak tylko zdrowie pozwala wraz z całą rodziną kibicuję Sucharom. Cieszymy się z rozwoju klubu i z całego serca życzymy powodzenia w dalszym rozwoju. Zarządowi życzymy wytrwałości w tym co robi, bo sam wiem ile trzeba pokonać trudności, aby to wszystko odpowiednio funkcjonowało.

Patrząc z perspektywy lat - czego nauczyła Was gra w piłkę i prowadzenie własnego klubu? Jakie rady moglibyście przekazać dzisiejszej młodzieży trenującej w Sucharach Suchy Las oraz obecnym działaczom?

Maciej Radzicki: Jak już zostało powiedziane - przede wszystkim życzę wytrwałości i cierpliwości, a młodzieży życzę zdrowia i dużo samozaparcia do trenowania. Talent bez ciężkiej pracy można łatwo zaprzepaścić.

Jacek Burdziński: Nauczyliśmy się w praktyce banalnego stwierdzenia, że piłka nożna jest grą zespołową, ale i tego że drużynę – klub tworzą poszczególni ludzie. Ale tylko razem - nigdy nie w pojedynkę. Nie da się zbudować niczego trwałego na podstawie kilku indywidualności. Stworzenie klubu, który przetrwał 25 lat, wymagało poświęcenia wielu osób, często nigdzie nie wymienionych z nazwiska. Zaczynając od Mam pierwszych zawodników, które dzielnie przemierzały za swoimi dziećmi wiele kilometrów na kolejne cotygodniowe kolejki ligowe, a po meczach na zmianę prały stroje swoich pociech. Idąc dalej przez Ojców, którzy nie ustawali w wysiłkach, żeby ich dzieci miały dobre warunki do trenowania, kupowali im wymarzoną parę korków i kiedy było trzeba, to z własnej kieszeni dorzucali się do klubowej kasy. A kończąc na trenerach, którzy nie z chęci wielkiego zarobku, a z wielkiej pasji opiekowali się młodzieżą i poświęcali jej dużo serca. Są jeszcze zawodnicy, którzy kończąc jeden mecz, nieważne czy wygrany czy przegrany, nie mogą się już doczekać kolejnego weekendu i rywalizacji, dostarczając nam mnóstwo pozytywnych emocji. Nie będę niczego doradzał, ale życzę nam wszystkim "Sucharom", żeby przez co najmniej następne 25 lat udało się podtrzymać tę atmosferę.

Dziękuję bardzo za rozmowę.
Janusz Siwek



<< powrót